hfghdfhd

Monday
  March 29, 2004

Fizyka
Chorowałam tydzień. Znowu. Jak ja nie lubie chorowac. A na mojego pecha, jestem bardzo chorowita…. Ostatnio obierałam sobie grejpfruta , ale robie to dosc niezdarnie. Chciałam ojczulka poprosic ale on mowi ze jestem juz duza i nie potrzebuje. Kiedys mi caly czas obirał, tak łądnie i starannie :3. Teraz mówi „Bo wtedy byłaś taka malutka i słabiutka, az sie serce krajało jak tak ciągle chorowałaś i taka bladziutka buzie miałaś”. Wróciłam dzisiaj do szkoły (*smark* nadal ten potworny katar)na geografi było przyjemnie. Potem ta wiadomość. Marta podeszła i mówiła, ze gadała z fizyczką. Babka mówila jej, że bede pisać komisyjny egzamin (straszyła mnie nim na początku roku). Normalnie szok. Zamurowało mnie ._. niemogłam wydusic z siebie słowa. Okazało sie to prawdą, a to z powodu ponad 50% nieobeznosci na jej lekcjach. Gorąca i jej zasady… Teraz dziennie bede sie kuła 2,5 godz fizyki. Nauczyc sie naucze – tylko na ile? Mam trzy miesiące. Miejcie mnie w swojej opiece, módlcie sie o mnie, bo jak ebde miec z komisyjnego pałe to… niezdam. W mojej rodzinie niezdanie do nastepnej klasy to wstyd i chańba. I jescze w dodatku fizyka. Fizyka to mój słaby punkt…. Prosze, czymajcie za mnie kciuki… Przyda mi sie teraz wsparcie.

uiuyi

Saturday
  March 20, 2004

Katar
Wybaczcie, prosze was, wybaczcie mi że tak długo nie pisałam! Obiecuję że się poprawię! Mam wytłumaczenie! Miałam mase klasówek, kartkówek i tym podobnych. Ale dopiero etap testów zakończy się gdzieśtak za 2 tygodnie. W piątek (wczoraj) zachorowałam. przez cały dzien mialam potworny katar (aż mi oczy łzawiły i miałam uszy zakorkowane). Więc poszłam do pielęgniarki i ta zwolniła mnie do domu z ostatnich dwóch lekcji. Jak tylko wróciłam do domku (cała rodzinka dzisiaj w nim została) to mamuska obskoczyła mnie z tabletkami, ojciec wrzucil do wanny i kazal sie wykompac we wrzątku i wpakował mnie do wyrka. I tak leżałam do dzisiaj. Wstałam niedawno, bo musialam zrobic lekkie porządki. Nadal mam lekką gorączkę, a katar i łzy katarowe nadal ciekną strumieniami. Klasówka z matmy poszła mi b.dobrze. Wszyscy z klasy dostali piątki :D . Z klasówki z historii, z której ocenialam sie na jakaś 1, dostałam 3 :D. Wczoraj rano pisałam z chemii i jeszcze nie wiem jaki wynik. W poniedziałek pisze z Polskiego, a w środe z Fizyki. Katastrofa. Jak dobrze pójdzie to porwe łukasza w piątek. WRESZCIE GO ZOBACZE. Coraz bardziej za nim tesknie. Na kółku plastycznym moi „współpracownicy” nie słyszą o niczyczym innym jak o łukaszu, o jego wyłączonej komórce, o tym ze go dawno nie widzialam i o tym jaki to on jest ładny. Zaczełam juz nawet przynosic moje serduszko – z jego buźką (zdjątkiem zrobionym gdy go ostatni raz widziałam :*). Niemoge sie doczekac gdy go zobacze. Prawdopodobnie w poniedziałek do szkoły jeszcze nie pójde… zobaczy sie. Wiosna jest – a ja chora. Nienawidze chorowac, gdy jest taka fajna pogoda. W sam raz na spacer. No, ale nie ma z kim………………

P.S. Z targów mnie „wycyckali” i nieposzłam (ktoś poszedł za mnie) a wystawa odbedzie sie nie wcześniej niz po Wielkanocy (znienawidziłam panią C.)

ghjghj

Monday
  March 8, 2004

Niewiem
Wiem, długo nie pisałam. Wybaczcie. Brak chęci, czasu, veny, temtu i w ogóle… Dzisiaj nie poszlam do szkoły. Wczoraj sięgnełam po „Dzieci z dworca ZOO”. Strasznie sie zaczytałam. Spojrzalam na zegarek – pierwsza. Odłożyłam książkę, przytuliłam kota i próbowałam zasnąć. Leżałam tak przez pół godziny, potem doszłam do wniosku ze jeszcze troche poczytam. I tak oto do godziny (jakiejś) czwartej przeczytałam połowe. Potem sie położyłam i smusiłam do spania. Obudziłam się jak na zawołanie, o 7:30. Wstałam i zleciałam z łóżka. Bolała mnie głowa i brzuch. W nocy piłam herbate słodzoną, a przedtym przegryzałam ogórka. Widocznie nie zrobiło mi to zbyt „dobrze”. Zaczełam się skręcać z bólu. Już nawet nie chciało mi sie dzwonić do matki. Powiem jej jak wróci. Wziełam pare pigułek na głowe i brzuch i usiadłam z książką. Strasznie mnie wciągneła. Podobała mi sie zajebiście. Tak jak „Requiem for a dream”. Cóż, ta sama tematyka. Christine miała takie same marzenia jakie mieli bohaterowie tego filmu. Zostac na zawsze z ukochanym, założyc wymarzony sklep i wieść życie pełne rozkoszy i słodyczy. Niestety, główny bohater stracił rękę przez ciągłe „kłócia”, jego dziewczyny zaczeła zarabiac w „inny sposób” a ich kumpel trafił do kamieniołomów. Przykra historia. Zostało mi juz tylko pare stron. Z 10, może 20. Strasznie mnie wciągneło. Nielubie czytac, więc rzadko się zdarza ze jakas książka mnie „wciąga”. No ale bóle troche przeszły, bo bylam tak zajęta książką, że całkowicie o nich nie myslałam. Teraz jest 14:11. Zaraz dokończe książke i potem pójde sie pouczyc. Jutro wystawa. Nareszcie… jak ja sie ciesze. Wystawa moich mangowych prac. Może i mała, ale zawsze wystawa. A, przypomniało mi się. Będę na targach edukacyjnych. Bede „premiować naszą szkołe”. Fajnie

znaczek.jpg