jjk

Monday
  March 14, 2005


Życie lubi nam dawać w kość. A w szczegolnosci mnie i wszystkim moim znjaomym…Przesladuje mnie np. ostatnio, słowo „anoreksja”. Straszna choroba, dwie osoby w mojej rodzinie na to cierpią… a teraz jeszcze jedna z moich kumpel. Ja naprawde tego nie rozumiem. M. (pozwole ją sobie tak nazwac) ostatnio odwala. No bo przciez… jak slysze, ze po zjedzeniu czegokolwiek idzie cwiczyc az do omdlenia, lub gdy matka daje jej 3 mandarynki do zjedenia to ona je pol jednej i reszte probuje wyrzucic… Boze… to jest naprawde chore. Jedyny sposob na naklanianie M. do jedzenia, bylo szantazowanie jej, ze sie wiecej do niej nie odezwe…. no bo wole jednak, znac ja jeszcze pare dziesiat lat. Cholera chudnie strasznie. Jak mi opowiada.. niedlugo bedzie ciezko. eh… I chyba to mi sie zaczyna udzielac. Przestalam jesc praktycznie, ni stad ni z owąd budze sie w nocy i mam potrzebe ćwiczyc. I jakoś głupio mi sie robi. M. troche wsparła czyjastam rada. Znaczy, nei doslownie rada. Ktos tam nawrzeszczal ze bedzie wieszakiem itp. PRzejela sie. Powiedziala mi wczoraj ze zje dzisiaj cale sniadani i caly obiad! Ale cos w to niewierze. Za kazdym razem gdy kaze jej zjesc kanapke czy cos, zaraz potem mowi mi ze jej nie dorbze, no i zazwyczaj idzie wymiotowac… kurde nooo…. szkoda mi jej… czuje sie bezsilna….