bbk

Tuesday
  January 24, 2006

die
Zżo mysle. Za dużo. Zdecydowanie. Szzegolnie teraz.
To juz jest jak uzaleznienie, nie potrafie przestać siebie nienawidzic..Czuje sie podle, nie moge na siebie patrzeć.
Przekułam ucho. Uszkodzenie tego co nienawidze sprawiua mi anwjieksza satysfakcje. Chyba tak. Cierpienie jest straszna. Za duz oi go czlowiek doznaje, za dużo bólu jezt w jego życiu.

Osttatnio mam straszne glupawki, straszne. Ciagle sie smieje, sama niewiem z czego. Na siłe próbuje sobie wmówić ze jestem szczesliwa. Ale to zbyt trudne.

Wieczorami mysle. Ciagle mysle.Ciagle. O tym o czym nie powinnam. Mialam nie wymiotować. Nieda się. Wszystko … jest zbyt trudne, zbyt przejebane. Czlowiek ma tylkoe ochote sie zajebac, nic wiecej.
Wlaśnie jestem z A. u T., i znowu, pod wplywem „czegos” zamiast sie dobrze bawić zaczynam myslec. Wszystko gromadzi mi się w głowie. Jeden wielki mętlik. Wszystko naraz. niewiem. juz nic nie wiem…..

uugho;

Monday
  January 23, 2006


Choruję. Psychicznie, rzecz jasna. Rzadko tu pisze. Mam zbyt wielki mętlik w glowie by go streścić w jednej notce.
Wszystko jest zaplątane. Dzisiaj znów obciełam włosy…mam ochote zrobic coś jeszcze, ale nie, nie zrobie tego. Za dużo blizn.

pic021897tz.jpg


Kolejna noc. Kolejne sińce pod oczami.
Ćwiczę. Płaczę. Przywalam sobie pięścią w brzuch. Ćwiczę. Narazie pozbyłam się 1kg siebie. To za mało. Za mało bym przestała siebie nienawidzić.
Sama już niewiem, czy mam anoreksje czy bylimie… Jest mi to tak właściwie obojętne. I to choroba i to choroba. Fragment układanki mojego umysłu.

Założyłam bloga. The-rainbow-in-my-head.blog.pl . Prowadze tam coś typu „dziennik odchudzania”. Jak narazie psychicznie mnie podtrzymuje. Ciekawe ile mi pomoże.

Drugi tydzien ferii. Na dworzu -28 stopni. Ja cały dzień w domu. Z głową w śmietniku.
Kupiłam kadzidełka. Pomagaja się troszkę rozluźnić. Ale tylko troszkę. Daltego zaczełam sięgać po inne rzeczy. Czuje sie paskudnie. Ale bez tych rzeczy byłoby ze mną jeszcze gorzej.

Miałam jedną rozmowę z psychologiem, z mamą T., ale dam sobie spokój. Mnie się nie da pomóc…

ads

Wednesday
  January 11, 2006

Umieram
…psychicznie. Nienawidze siebie.
Zniszczyłam życie mojej znajomej. Powoli niszcze coraz to nowym osobom.
Zostawcie mnie samą, nie zasługuje na niczyją uwagę.
Znienawidźcie mnie, tak jak ja nienawidze siebie.

Choroba mnie pogłębia. Nigdy nie myślałam w ten sposób. Nigdy nie myślałam, że będe zdolna do takich strasznych rzeczy.
Jestem gotowa zrobić sobie to, co najgorsze.

Na nodze, na kolejnych bliznach powstały kolejne rany. Rany które bardziej niż moje ciało, rozrywają moje serce. „Przestań, Powstrzymaj się”…

Ja tego wcale nie chce. Chce tego to coś co siedzi głęboko we mnie i wbija nóż coraz głębiej i głębiej…
Człowiek powinien być wdzięczny Bogu za ten cudowny dar – życie. Ono dla mnie nie jest cudowne. Niezasłużyłam na nie. Nie potrafie go wykorzystać. Nie potrafie nikomu pomóc. Jestem do niczego.

Nie, nie użalam się nad sobą. To tylko refleksje, odcisk moich myśli.

Właśnie znienawidziła mnie moja najleprza przyjaciołka. Kazałam jej. Skreśliła mnie. I dobrze. Już jej nie skrzywdze.

Łzy lecą, serce boli. Ale to nie jest wazne. Mimo iż nie potrafie, to staram się opanować.

Niech mnie ktoś zabije, bo ja jestem zbyt tchórzliwa…