hjgfj

Tuesday
  February 28, 2006

Izoluję się

Pytasz wciąż co tam u mnie czy coś
Czy zmieniło się tu, chyba nie
Znowu dziś chciałem odmienić świat
Ale z tego i tak nie wyszło nic

Smutna twarz, czy to już jestem ja
Czy to ten kogo ty tylko znasz
Ja i tak przecież nie zmienię się
Choćbym nie wiem naprawdę jak chciał

Tylko pstryk i już nie ma mnie
Czasem bardzo tego chcę
Zostawić wszystkich was

Szukam czegoś przez cały czas
Co zatrzyma mnie

Wszystko drży i przeszkadza mi śmiech
Lepiej odejdź już stąd, zostaw mnie
Nic to nic, przecież wiesz, przejdzie mi
Tylko deszcz zmyje z szyb brudny śnieg

Tylko pstryk i już nie ma mnie
Czasem tylko tego chcę
I już nie starać się
Siedzę sam w tej wieży bez dna

Ostatki: Niewiem , Łukasz <3

pic023787ou.jpg
Ja w kaftaniku. Przyzwyczajam się do mojej przyszłości.

Heh.

Niewiem. Mam dość. W mojej głowie dzieje sie coś dziwnego. Jestem w potwornej depresji. Nie chce z nikim gadać ale jednocześnie bardzo tego potrzebuje.

Jestem głupia. Nie potrafie docenic ze mam przyjaciol….

Tuesday
  February 21, 2006

powrót
Koniec zawieszenia. Już się nie boję, że ktoś z mojej rodziny tu wejdzie. A teraz wszystko wyjaśnię…
Otóż moja matka, „odkryła” co sie dzieje na moich rękach. Zaczeła mi grozić kochanówkiem (szpitalem wariatów nieopodal mego domu), psychiatrami i zabraniem kompa. Dzięki Bogu, wie tylko o tej przypadlosci. I tak fart że przynajmniej trafiła na ręke, a nie na noge, bo wtedy z miejsca bym do kochanówki ruszyła…

Co pozatym? Nic.

Odizolowuje sie. Potrzebuje mojej ciszy.

hgfd

Thurstday
  February 2, 2006

luty
1 luty za mną od godziny. Myśle. Niewiem co myśleć. Kupiłam sobie zeszyt. Ni z tego, ni z owego zaczełam w nim zapisywać coś. Niezrozumiałe, błędne w składni, myśli, wylane z głowy prosto na papier. Dziś wymiotowałam. Od soboty tego nie robiłam. Po prostu nie wytrzymalam… To jest naprawde bardzo trudne. Ta „samoakceptacja”. Przefarbowałam włosy. Mam niby-czerwona grzywke.
Musze zakleić lustra w pokoju. Nie moge ich znieść, a jestem wrecz zmuszona by do nich patrzeć. To obrzydlistwo które jest w nich… ten potwór, który siedzi w mojej głowie, patrzy na mnie z niego. Nie wytrzymuje. Niewiem co się dzieje.
Siedze. Mam otwarty zeszyt. Patrze na ręke – ocieka krwią. Co się stało….?

Kreski. Pod rzemykiem, na ręce. Kreski na których pojawiają się bąbelki bordowej cieczy…

Kapie na spodnie. Co się dzieje….? Skąd to się wzieło…?

Mój demon najwidoczniej juz potrafi opanowac nie tylko umysł, ale i moje ciało…