ytrytr

Thurstday
  May 18, 2006

T o t a l l y . i n . l o v e


Jest godzina 2:25. Teraz naprawde mnie trafiło. Bardzo mnie trafiło. Nigdy naraz nie czułam takiej fascynacji i umiłowania do jednej osoby jak w tej chwili. Może to przez te dwie kawy i 5 tussi, może przez to że zaczełam przegladac jego zdjęcia, może to że dziś przyjeżdża. Niewiem, niewiem, niewiem. Wiem tyle, że doslownie, ostatnio miałam co chwile jakiegos doła, martwiłam się o niego, ale nigdy nie czułam czegoś takiego jak teraz. Chyba wtedy to było coś na rodzaj miłości platonicznej. Nie było to aż tak silne…

Czułam że bez niego nie potrafila bym być, ale nie do końca. A teraz… Czuję coś… Że jestem gotowa nawet w tej chwili do niego pojechać. Pojechać i go wyściskać…

Zakochałam się. Potwornie. Czegoś aż takiego nigdy nie czułam…

Do tej pory miałam miłości platoniczne, miłości takie sobie, ale teraz…

Pierwsza miłość, chyba tak. Nigdy czegoś takiego nie czułam. Nie czułam czegoś takiego ani do Ł. ani do M., ani do mojego obiektu westchnien gimnazjalnych. To były fascynacje, zauroczenia. To co teraz jest… ah, aż musiałąm tego posta napisać po prostu. Tak bardzo kocham kocham kocham kocham!

Niewiem co się dzieje, cała aż drże, niemoge sie doczekać aż przyjedzie. Licze sekundy. Aż go wyściskam i wycałuje. Tylko to chce, zobaczyc go usmiechnietego, poleżeć w jego ramionach… Dla niego zrobie wszystko.

Schudne, mimo iż mu to wisi, to schudne, chce by się mną chwalił, chce by był ze mnie dumny, z tego że ze mną jest.

!!!

KOCHAM KOCHAM KOCHAM KOCHAM
<3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3

(ale mnie naszło…)

i tak do końca świata…

jklkljk

Sunday
  May 14, 2006

D e s t r o y . e v e r y t h i n g . i . t o u ch


Zdecydowanie jestem masochistką. Nienawidze siebie. Mam kolczyka – klik.

Dlaczego moja chec zniszczenia siebie, moj brak samoakceptacji musi ranic innych? Dlaczego nie moze sie zająć sobą i psuje wszystkim humor i zmusza do żałowania, litowania się nademną? Nie chce tego. Jestem beznadziejna. Po kolei, za moje wyzywanie sie na sobie, zostaje zbluzgana albo wysmiana. Puki co, ojciec nie zauwazyl (dzieki ci boże ze mam taka grzywke) a matki jeszcze w domu niema. Heh.

Wczorajszy telefon był smutny. Czułam ten ból i smutek, to cierpienie. Nie mogłam nic zrobić. Do niczego się nie nadaję. Nie potrafie pomoc nawet tym na ktorych mi zalezy. Mówiłam, że nie dopuszcze do tego by się to powtórzyło, po tamtym dniu. Obiecałam to sobie. Ale widać, nawet nie potrafie dotrzymać obietnicy…

Jestem żałosna.

W twojej szafie zamknę się, siądę w kącie i czekał będę
Kiedy przyjdziesz wyjdę z niej
Nie
Nie wyjdę wystraszysz się
Będę czekał kiedy znów w swojej kuchni podejmiesz próbę
Rozcinania głowy ostrym nożem

Z mózgu wyjmiesz myśli dwie
Te najbardziej cię męczące
Z nową myślą wyjdziesz stąd
Staniesz w świetle i odetchniesz
Gdybyś tak te myśli dwie pozostawił w swojej głowie
Strach ma przecież wielkie oczy

Ciągle czekam
Schowany w kącie szafy twej
Patrzę i płaczę
Z modlitwą na ustach by ocalić cię

Obłąkany idziesz w przód
Krok po kroku jak maszyna
Myślisz sobie co za wstyd
Ty tak wielki i tak skończyłeś
Pomyśl sobie jeszcze czas mógłbyś teraz się zatrzymać
Noc jest przecież bardzo długa

rteet

Thurstday
  May 4, 2006

Ł a p y . p r e c z


Pierdoli mnie na nowo. Niepotrzebne używki, niepotrzebne ataki, niepotrzebne jedzenie.

Obraziłam się na świat
nie mieszkam tam gdzie
dawniej od miesiąca mym
domem jest lodówka lubię
jeść więc mało jest miejsc
gdzie mogłabym czuć się
szczęśliwsza na białych
drzwiac wywieszka czarna
a na niej na żółto nazwisko
mam tu wszystko czego
trzeba święty spokój i
ulubioną porę roku
ł a p y . p r e c z . n i e . d z i e l ę . s i ę
j e d z e n i e m . h a h a h a…
czasami tylko żal ogarnia
mnie z powodu braku
miłosnyc wzlotów lecz
właśnie wczoraj coś zdarzyło
się pan pasztet poprosił mnie
o rękę zgodzę się bo myślę
że ja też coś do niego czuję
znamy się krótko lecz mam
przeczucie ze miło będzie
razem się zestarzeć
ł a p y . p r e c z . n i e . d z i e l ę . s i ę
j e d z e n i e m . h a h a h a…