;’;l’l;’;l

Sunday
  March 4, 2007

GETTO.
łO, a jednak ktoś tu wchodzi. Miła odmiana.

Miesiac nie pisałam, był mętlik, niewiedziałam jak to obrać w słowa. Więc poszłam na łatwizne i zwyczajnie to przeskoczyłam.

Byłam chora, znowu 40 stopni goraczki i znowu nieprzytomna leżełam okolo tygodnia. Ojciec każe mi zrobić morfologie. Beda patrzec mi na rece co jem i ile.. koszmar. Znowu zaczyna mi przypływać to co rok temu, czuje sie zajebiscie odtrącona przez przyjaciol. W poniedziałek wracam do szkoły, głupio to mówić, ale chyba pierwszy raz mi sie do niej nie spieszy. Tęsknie za ludźmi, ale czuje, że oni za mna nie i nie chce im zajmować przestrzeni życiowej.

Z T. w miare ok. Miałąm ciężki okres, złe sny, przez które mi odpieprzalo, ale przeciez w koncu to ciagle tylko sny… Wprowadziły do mojej głowi dużo stresu, który sie odbił na moim zdrowiu. Ale w końcu jest dobrze.

Kocham go.


Budujemy sobie klatkę
Nasze własne getto
Krzycząc tyle o wolności
Pilnujemy siebie sami
Nikt się nie wychyli poza
Wyznaczoną linię by coś zmienić
Więc nie zmieniamy nic
Bo inni patrzą

Trudno pojąć ciasnym mózgiem
Że nie ma klatek
Nie ma granic podziałów
Sami je stworzyliśmy
Ogłupieni propagandą systemu

Nikt nie waży się
Łamać reguł
Które sami sobie stworzyliśmy
Nikt nie waży się
Odróżnić od reszty
Zaraz jeden drugiemu
Zaciska pięść
Przecież jest dobrze
Wmawiamy sobie

I nie zmieniamy nic
I coraz ciaśniej w naszej klatce
Drepczemy w miejscu
Przekonani o swej racji
Skutecznie się ograniczmy
Powoli przeżuwamy wszyscy
Tacy sami